Nikodem Dolata jest przykładem przedsiębiorcy, który nie zamyka swojej aktywności wyłącznie w granicach własnej firmy. Zaczynał od pracy instruktora nauki jazdy, a dziś rozwija rozpoznawalną lokalną markę JaZdam.pl, prowadzi kolejne projekty i angażuje się w działania społeczne.
W jego historii ważne są nie tylko biznesowe wyniki, ale także odpowiedzialność za ludzi, miasto i lokalną wspólnotę. To rozmowa o pracy, konsekwencji, patriotyzmie lokalnym i o tym, dlaczego skuteczny lider powinien najpierw umieć słuchać.
Panie Nikodemie, zaczynał Pan od pracy instruktora nauki jazdy. Co dał Panu ten etap?
Praca instruktora dała mi bardzo dużo pokory i cierpliwości. To był moment, w którym codziennie spotykałem się z ludźmi w sytuacji dla nich stresującej, nowej i wymagającej. Każdy kursant jest inny. Jeden potrzebuje spokoju, drugi motywacji, trzeci bardzo dokładnego tłumaczenia wszystkiego krok po kroku.
Dzięki temu nauczyłem się patrzeć na człowieka szerzej. Nauka jazdy to nie jest tylko przygotowanie do egzaminu. To także uczenie odpowiedzialności, przewidywania i podejmowania decyzji. Dzisiaj widzę, że ten początek bardzo ukształtował mnie jako przedsiębiorcę.
JaZdam to dziś rozpoznawalna lokalna marka. Co było najważniejsze w jej budowaniu?
Najważniejsze było zaufanie. Od początku wiedziałem, że w tej branży nie można budować firmy wyłącznie na reklamie. Ludzie polecają szkołę jazdy wtedy, gdy naprawdę czują, że ktoś ich dobrze przygotował i potraktował poważnie.
Dlatego stawiałem na jakość, dobrą atmosferę i odpowiedzialność. Chciałem, żeby JaZdam było miejscem, w którym kursant nie jest anonimowy. Firma rozwijała się krok po kroku, bez drogi na skróty. Dzisiaj daje mi to dużą satysfakcję, bo wiem, że za tą marką stoją konkretni ludzie, praca i dobra opinia wypracowana przez lata.

Często mówi Pan o odpowiedzialności lokalnej. Co ona dla Pana oznacza?
Dla mnie odpowiedzialność lokalna oznacza, że nie można być obojętnym na miejsce, w którym się żyje i pracuje. Jeśli firma działa w konkretnej społeczności, korzysta z jej potencjału, spotyka się z jej mieszkańcami i rozwija dzięki nim, to powinna też coś tej społeczności oddawać.
Nie chodzi zawsze o wielkie gesty. Czasem ważniejsza jest systematyczność, obecność i reagowanie na realne potrzeby. Jednego dnia może to być wsparcie młodzieży, innego działania dla seniorów albo inicjatywy związane z bezpieczeństwem. Lokalny patriotyzm rozumiem właśnie jako codzienną pracę, a nie tylko ładne hasła.
W Pana aktywności społecznej ważne miejsce zajmują seniorzy. Dlaczego ten temat jest Panu bliski?
Seniorzy są często grupą, która bardzo dużo dała lokalnej społeczności, a później bywa pomijana. To są ludzie z doświadczeniem, historią i ogromną wiedzą o miejscu, w którym żyjemy. Uważam, że mądre miasto powinno umieć korzystać z tej pamięci i jednocześnie zapewniać seniorom realne wsparcie.
Bliski jest mi taki model działania, w którym starsze osoby nie są traktowane jak problem, tylko jak ważna część wspólnoty. Czasem potrzebują pomocy organizacyjnej, czasem zwykłej obecności, a czasem poczucia, że ktoś ich słucha. To są proste rzeczy, ale społecznie bardzo ważne.
Dużo pracuje Pan również z młodymi ludźmi. Czego, poza jazdą samochodem, można ich nauczyć?
Można ich nauczyć odpowiedzialności. Prawo jazdy dla wielu młodych osób jest pierwszym bardzo poważnym krokiem w dorosłość. Nagle człowiek zaczyna odpowiadać nie tylko za siebie, ale też za innych uczestników ruchu.
W pracy z młodzieżą ważne jest też pokazywanie, że sukces nie musi oznaczać wyjazdu z rodzinnego miasta. Można rozwijać się lokalnie, tworzyć firmę, zdobywać doświadczenie i budować swoją pozycję tam, gdzie się zaczynało. Młodzi ludzie potrzebują dobrych przykładów, a nie tylko pouczania. Jeśli widzą, że ktoś konsekwentnie pracuje i osiąga efekty, to zaczynają wierzyć, że oni też mogą.
Prowadzi Pan firmę, która daje miejsca pracy. Jak rozumie Pan odpowiedzialne zarządzanie?
Odpowiedzialne zarządzanie to dla mnie przede wszystkim szacunek do ludzi. Firma nie rozwija się sama. Tworzą ją pracownicy, instruktorzy, współpracownicy, osoby odpowiedzialne za kontakt z klientem i całą organizację codziennej pracy.
W naszej branży szczególnie ważna jest jakość zespołu, bo szkolenie kierowców ma bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo na drogach. To nie jest zwykła usługa. Jeśli ktoś źle przygotuje przyszłego kierowcę, skutki mogą być poważne. Dlatego staram się budować zespół, który rozumie sens swojej pracy i wie, że odpowiedzialność zaczyna się dużo wcześniej niż w dniu egzaminu.
Czy lokalny biznes może realnie zmieniać otoczenie?
Może, i uważam, że powinien. Lokalny biznes jest bardzo blisko ludzi. Przedsiębiorca widzi codzienne problemy mieszkańców, zna potrzeby rodzin, pracowników, młodzieży i seniorów. Dzięki temu może reagować szybciej niż duże, odległe instytucje.
Oczywiście firma musi być dobrze prowadzona, bo bez stabilności finansowej trudno pomagać innym. Ale właśnie dlatego zdrowy biznes jest tak ważny dla lokalnej społeczności. Daje miejsca pracy, płaci podatki, szkoli ludzi, wspiera inicjatywy i buduje poczucie, że coś wartościowego dzieje się na miejscu. Dla mnie sukces ma sens wtedy, gdy zostawia po sobie coś więcej niż tylko wynik w tabeli.

Jakie cechy powinien mieć człowiek, który chce działać publicznie dla mieszkańców?
Przede wszystkim powinien umieć słuchać. Nie da się reprezentować ludzi, jeśli nie zna się ich codziennych spraw, obaw i oczekiwań. Potrzebna jest też konsekwencja, bo samo mówienie o problemach niczego nie zmienia.
Moim zdaniem ważne są trzy rzeczy: uczciwość, pracowitość i skuteczność. Osoba działająca publicznie powinna potrafić współpracować, szukać rozwiązań i brać odpowiedzialność za decyzje. Nie wystarczy mieć dobre intencje. Trzeba jeszcze umieć przełożyć je na konkretne działania.
9. Co chciałby Pan jeszcze zrobić dla lokalnej społeczności?
Chciałbym dalej rozwijać działania, które łączą edukację, bezpieczeństwo i wsparcie społeczne. Widzę duży potencjał w projektach międzypokoleniowych, bo młodzież i seniorzy mogą sobie nawzajem bardzo dużo dać.
Zależy mi też na wzmacnianiu lokalnej dumy. Czasem mieszkańcy nie doceniają miejsca, w którym żyją, bo na co dzień widzą głównie problemy. A przecież lokalna wspólnota ma ogromną siłę, jeśli ludzie czują, że ktoś ich słucha i że mogą mieć wpływ. Chciałbym być częścią takich działań — konkretnych, potrzebnych i zostawiających po sobie trwały efekt.


