Nikodem Dolata nie zaczynał od inwestorów, zaplecza ani wielkich budżetów. Jego droga rozpoczęła się od pracy instruktora nauki jazdy. Dziś stoi na czele firmy Jazdam, która szkoli tysiące kierowców rocznie, rozwija działalność transportową, realizuje projekty społeczne warte miliony złotych i aktywnie angażuje się w działania na rzecz młodzieży oraz seniorów.
To historia przedsiębiorczości, która wykracza poza biznes — i staje się realnym wpływem na życie ludzi. O swojej drodze, decyzjach i budowaniu firmy z misją opowiada w rozmowie z Katarzyną Paskudą, redaktor naczelną magazynów KulturaBiznesu.pl i KulturaMody.pl.

Katarzyna Paskuda: Zaczynał Pan jako instruktor nauki jazdy. Pamięta Pan moment, w którym pomyślał Pan: „to może być coś więcej niż tylko praca”?
Nikodem Dolata:
Tak, bardzo dobrze pamiętam ten etap. Na początku to była przede wszystkim codzienna praca, odpowiedzialność za kursantów i ogromna potrzeba udowodnienia sobie, że można zbudować coś własnego od podstaw. Nie miałem gotowego zaplecza ani dużego kapitału. Miałem za to determinację, konsekwencję i przekonanie, że jeśli będę robił coś rzetelnie, to ludzie to zauważą.
Ten moment „czegoś więcej” przyszedł wtedy, kiedy zobaczyłem, że szkoła jazdy nie jest tylko miejscem, gdzie ktoś przychodzi po prawo jazdy. To jest często pierwszy poważny krok młodego człowieka w samodzielność. To odpowiedzialność, emocje, stres, zaufanie. Zrozumiałem wtedy, że można zbudować firmę, która nie tylko świadczy usługę, ale też naprawdę wpływa na ludzi.
KP: Co było najtrudniejsze na początku budowania firmy od zera?
ND:
Najtrudniejsze było połączenie kilku ról naraz. Kiedy zaczyna się od zera, jest się jednocześnie instruktorem, organizatorem, handlowcem, osobą od telefonów, finansów, rozliczeń i strategii. Nie ma komfortu delegowania, bo najpierw trzeba samemu stworzyć fundament.
Drugim wyzwaniem była wiarygodność. Nowa firma musi każdego dnia udowadniać, że warto jej zaufać. W branży szkoleniowej opinia jest kluczowa. Jeden zadowolony kursant może przyprowadzić kolejnych, ale jeden błąd może kosztować bardzo dużo. Od początku wiedziałem, że jakość musi być podstawą.
KP: Dziś JaZDAM jest jedną z większych szkół jazdy w Bydgoszczy. Jak buduje się taką skalę?
ND:
Skali nie buduje się przypadkiem. Ona jest efektem powtarzalności, organizacji i zaufania. Rocznie szkolimy ponad tysiąc nowych kierowców, a miesięcznie przez nasze kursy przechodzi średnio ponad 100–150 osób na różnych kategoriach. To wymaga sprawnego zespołu, dobrego zaplecza, ale też ciągłego pilnowania standardów.
Dla mnie rozwój firmy nigdy nie oznaczał tylko „więcej”. Chodziło raczej o to, żeby rosnąć mądrze. Więcej kursantów oznacza większą odpowiedzialność, większą logistykę i większe oczekiwania. Jeśli firma chce być duża, musi najpierw nauczyć się być dobrze poukładana.

KP: Co było kluczowe w rozwoju marki JaZdam — jakość, marketing, ludzie czy strategia?
ND:
Wszystko po trochu, ale gdybym miał wskazać jeden fundament, powiedziałbym: ludzie i jakość. Ludzie, którzy tworzą firmę, mają ogromny wpływ na jej rozwój — to oni budują relacje z klientami, przekazują wartości i realnie decydują o tym, jak marka jest odbierana na co dzień. Bez zaangażowanego i odpowiedzialnego zespołu trudno mówić o długofalowym sukcesie. Marketing może przyprowadzić klienta, ale to jakość decyduje, czy ten klient poleci nas dalej. W szkole jazdy bardzo szybko widać, czy za marką stoi realna wartość.
Strategia też jest ważna, bo bez niej firma działa reaktywnie. Ja zawsze starałem się patrzeć kilka kroków do przodu. Nie tylko na to, ilu kursantów mamy dzisiaj, ale gdzie chcemy być za rok, trzy lata, pięć lat. Dzięki temu mogliśmy rozwijać kolejne obszary działalności.
KP: Firma rozwinęła się również w kierunku transportu osób i projektów społecznych. Skąd ten kierunek?
ND:
To był naturalny rozwój. Jeśli ma się doświadczenie w organizacji, transporcie, pracy z ludźmi i projektami, pojawiają się kolejne możliwości. Transport osób, busy, autobusy, udział w przetargach — to wszystko jest związane z kompetencjami, które budowaliśmy przez lata.
Projekty społeczne pojawiły się trochę z potrzeby zrobienia czegoś szerszego. Zobaczyłem, że przedsiębiorca może być nie tylko wykonawcą usług, ale też inicjatorem zmian. Można pozyskiwać środki, tworzyć programy, wspierać młodzież, seniorów, osoby potrzebujące aktywizacji zawodowej. To bardzo odpowiedzialne, ale też daje ogromną satysfakcję.
KP: Realizuje Pan projekty warte miliony złotych. Jak przedsiębiorca wchodzi w świat funduszy europejskich?
ND:
Przede wszystkim trzeba się tego nauczyć. Fundusze europejskie nie są prostym mechanizmem, w którym wystarczy mieć pomysł. Trzeba rozumieć procedury, dokumenty, cele społeczne, wskaźniki, rozliczenia i odpowiedzialność za publiczne pieniądze.
Łączna wartość projektów, które przygotowywałem lub realizuję, przekracza już kilkadziesiąt milionów złotych. To pokazuje skalę, ale za każdą kwotą stoją konkretni ludzie i konkretne zobowiązania. Dla mnie najważniejsze jest, żeby projekt nie był tylko dobrze napisany, ale żeby faktycznie działał w praktyce.
KP: Jednym z ważnych projektów jest dzienny dom pomocy dla seniorów. Dlaczego ten projekt jest dla Pana szczególny?
ND:
Bo dotyka bardzo ważnego tematu — starzenia się społeczeństwa i realnego wsparcia dla osób, które potrzebują pomocy w codziennym funkcjonowaniu. To projekt o wartości ponad 4,5 mln zł, realizowany w partnerstwie z gminą Żnin oraz lokalną grupą działania Pałuki – Wspólna Sprawa ze Żnina.
Dla mnie ważne jest również to, że tego typu inicjatywy najczęściej kojarzą się z samorządami albo fundacjami. Tymczasem tutaj firma przygotowała projekt, pozyskała finansowanie i bierze udział w tworzeniu realnego miejsca pomocy. To pokazuje, że biznes może być partnerem w rozwiązywaniu problemów społecznych.

KP: Fundacja JaZdam realizuje projekty dla dzieci, młodzieży i seniorów. Skąd u Pana ta potrzeba działania społecznego?
ND: To nie jest przypadek ani jeden moment, tylko konsekwencja drogi, którą przeszedłem. Pochodzę z Piechcina, ale od lat jestem mocno związany z Gminą Łabiszyn i całym regionem Pałuk. Tu prowadzę biznes, tu realizuję projekty i tu też działam publicznie jako radny powiatowy.
Od dziecka jestem związany ze Związkiem Harcerstwa Polskiego – to środowisko bardzo mocno mnie ukształtowało. Z czasem przeszedłem drogę od zwykłego członka do działań na poziomie zarządu wojewódzkiego. Harcerstwo nauczyło mnie odpowiedzialności, pracy zespołowej i tego, że działania mają sens tylko wtedy, kiedy realnie służą innym.
Dzięki temu dziś naturalne jest dla mnie łączenie biznesu z działalnością społeczną. Widzę region nie tylko przez pryzmat rynku, ale przede wszystkim ludzi – ich potrzeb, problemów i potencjału. I czuję za to miejsce po prostu odpowiedzialność.
Fundacja JaZdam jest rozwinięciem tego podejścia. W ostatnim roku realizowaliśmy kilkadziesiąt projektów – od klubów młodzieżowych i senioralnych, przez działania integracyjne, po inicjatywy aktywizujące lokalne społeczności. To nie są „dodatki do biznesu”, tylko realne działania, które wpływają na codzienne życie ludzi. I często właśnie te mniejsze projekty robią największą różnicę.
KP: W Pana firmach i projektach pracuje obecnie około 150–200 osób. Jak zarządza się tak różnorodnym zespołem?
ND:
Przede wszystkim trzeba zrozumieć, że nie da się zarządzać wszystkim samemu. Na pewnym etapie przedsiębiorca musi przejść od kontroli do budowania struktury. To nie jest łatwe, szczególnie dla kogoś, kto zaczynał od zera i przez lata był przy każdym szczególe.
Dziś kluczowe jest dla mnie dobieranie odpowiednich ludzi, jasna komunikacja i odpowiedzialność. Przy projektach społecznych, edukacyjnych, transportowych czy szkoleniowych pracują osoby o bardzo różnych kompetencjach. Trzeba stworzyć system, w którym każdy rozumie swoją rolę, ale jednocześnie widzi większy cel.
KP: Jest Pan również radnym powiatu żnińskiego i działa Pan w Związku Harcerstwa Polskiego. Jak łączy Pan biznes z działalnością społeczną?
ND:
Dla mnie te obszary się uzupełniają. Biznes uczy skuteczności, planowania i odpowiedzialności za wynik. Działalność społeczna uczy wrażliwości, cierpliwości i patrzenia szerzej niż tylko na własny interes.
W Związku Harcerstwa Polskiego zajmuję się między innymi pozyskiwaniem środków na projekty dla młodzieży i seniorów. To bardzo bliski mi obszar, bo młodzi ludzie potrzebują dzisiaj dobrych wzorców, przestrzeni do rozwoju i mądrego wsparcia. Jeżeli mam kompetencje, które mogą w tym pomóc, to chcę je wykorzystywać.



KP: Czy przedsiębiorczość poza największymi miastami ma dziś większy potencjał niż kiedyś?
ND:
Zdecydowanie tak. Oczywiście duże miasta dają większy rynek, większą dynamikę i więcej kontaktów, ale mniejsze regiony mają coś bardzo ważnego — bliskość relacji i realną możliwość wpływu. Tutaj szybciej widać efekty działań.
Przedsiębiorczość poza dużymi miastami wymaga odwagi, ale też daje ogromne możliwości. Można budować firmy, które są mocno zakorzenione lokalnie, a jednocześnie działają profesjonalnie i na dużą skalę. Dla mnie region nie jest ograniczeniem. Jest punktem wyjścia.
KP: Co Pana dziś najbardziej napędza — rozwój biznesu, nowe projekty czy realny wpływ na ludzi?
ND:
Myślę, że najbardziej napędza mnie połączenie tych trzech rzeczy. Sam rozwój biznesu jest ważny, bo daje stabilność i możliwości. Nowe projekty dają energię, bo wymagają kreatywności i ciągłego uczenia się. Ale realny wpływ na ludzi daje sens.
Kiedy widzę, że ktoś dzięki projektowi zdobywa nowe kompetencje, wraca na rynek pracy, senior otrzymuje wsparcie, a młody człowiek bierze udział w wartościowym wydarzeniu — wtedy wiem, że to nie są tylko dokumenty, budżety i procedury. To konkretna zmiana.
KP: Jakie projekty lub kierunki rozwoju są dziś dla Pana najważniejsze?
ND:
Chcemy dalej rozwijać JaZDAM jako markę szkoleniową i firmę transportową, ale równolegle bardzo ważne są dla nas projekty społeczne i edukacyjne. Pracujemy nad inicjatywami aktywizacji zawodowej dla mieszkańców województwa kujawsko-pomorskiego, realizujemy projekt dla młodych ludzi o wartości ponad 4 mln zł, a także przygotowujemy kolejne działania lokalne.
Jednym z większych wydarzeń, które planujemy, jest czerwcowy event dla młodzieży z bydgoskich liceów dotyczący bezpieczeństwa. Chcemy zaprosić policję, straż pożarną, ratowników medycznych i pokazać młodym ludziom bezpieczeństwo w praktyce. To temat, który jest bardzo potrzebny.
KP: Gdyby miał Pan jednym zdaniem powiedzieć, czym dziś jest dla Pana sukces — co by Pan odpowiedział?
ND:
Sukces to dla mnie moment, w którym firma nie tylko rośnie, ale też daje wartość innym ludziom.
Nie mierzę sukcesu wyłącznie skalą, liczbami czy budżetami, chociaż one oczywiście są ważne. Prawdziwy sukces zaczyna się wtedy, kiedy można połączyć przedsiębiorczość z odpowiedzialnością. Kiedy biznes daje pracę, rozwija ludzi, wspiera region i zostawia po sobie coś więcej niż wynik finansowy.

fot. Katarzyna Paskuda


